Dzień [przegranego] Drzewa

Nie skarżą się i nie krzyczą. Oczyszczają powietrze ze smogu, tłumią hałas, dają cień podczas upałów, osłaniają przed wiatrem. Z dnia na dzień, zwłaszcza w miastach, jest ich coraz mniej. Dzisiaj obchodzimy międzynarodowy Dzień Drzewa. W Polsce to dzień drzewa, które przegrywa – z biurowcami, parkingami, osiedlami i centrami handlowymi.

W Berlinie wszystkie drzewa są dokładnie policzone. Każde z nich ma swoją tabliczkę z numerem i teczkę w urzędzie. W Polsce brakuje takiej inwentaryzacji. Co gorsza – jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli z ubiegłego roku – urzędnicy lekką ręką wydają pozwolenia na wycinkę. Tylko w Krakowie w ubiegłym roku zgodzili się na wycięcie 16 tysięcy drzew. Miało to miejsce w mieście, które jest w pierwszej trójce europejskich miast z największym smogiem. I w którym tereny zielone zajmują tylko 9% powierzchni. W zbadanych przez NIK miastach na 25.377 drzew, o których wycięcie ubiegali się inwestorzy, odmówiono tylko w przypadku 59. Drzew wycięto oczywiście więcej – bo nie wszystkie wymagają zezwolenia. To jasne, że miasta muszą się rozwijać. Nowe osiedla, biurowce czy parkingi są potrzebne. Ale nie możemy się godzić na dyktat deweloperów i całkowite zabetonowanie miast.




Dzień Drzewa przypada na początek sezonu grzewczego. W Krakowie to również początek smogowego koszmaru: zaczyna się palenie w piecach. Przed rokiem, na przełomie października i listopada w moim mieście stacje pomiarowe odnotowały przekroczenia norm o ponad 1000% (!). Ale tak jest nie tylko w Krakowie. Polskie miasta są w Europie niechlubnymi smogowymi rekordzistami – w pierwszej dziesiątce rankingu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest ich aż 7, w pierwszej pięćdziesiątce – 33. To jasne, że przyczyn jest wiele: głównie dym z pieców opalanych węglem, również spaliny samochodowe. Nie zmienia to faktu, że jedną z nich jest zbyt mało zieleni. Mimo to polscy samorządowcy bezmyślnie godzą się na jej niszczenie. Mimo że w Polsce rocznie umiera 45 tysięcy osób z powodu smogu. Tylko w Krakowie to 600 osób rocznie. Tylko w Krakowie dzieci z powodu smogu trzykrotnie częściej chorują na astmę. Tylko w Krakowie oddychanie powietrzem jest równoznaczne z wypalaniem 7 papierosów dziennie.

Oczywiście inwestor, który wycina drzewa, zwykle musi dać coś w zamian. Najczęściej tym czymś są nasadzenia. Ale – i tu znowu wracam do raportu Najwyższej Izby Kontroli – to absolutnie nie załatwia problemu. Po pierwsze dlatego, że nasadza się drzewka młode, często niedostosowane do otoczenia; stosuje się sadzonki niskiej jakości, bo są tańsze, a już nasadzone zostawia się je bez opieki. W efekcie po prostu obumierają. Po drugie, większość inwestorów sadzi drzewka ze sporym opóźnieniem, a urzędnicy w ponad połowie przypadków w badanych przez NIK miastach w ogóle nie sprawdzili, czy nowe drzewa zostały zasadzone. Po trzecie, młode drzewko nie zastąpi starego. Stuletni buk pochłania rocznie prawie 5 tys. kg CO2 i produkuje 3,5 tys. kg tlenu, który starcza dla 10 osób na rok. Żeby osiągnąć taki „wynik”, potrzeba prawie 2 tysięcy drzewek 10-letnich. Rachunek jest prosty: wycinanie starych drzew się nie opłaca. Niestety, opłaca się finansowo.

Dzisiaj, w Dzień Drzewa, przypominamy włodarzom naszych miast, że jednym z ich obowiązków jest dbanie o zieleń. Że interes tysiąca mieszkańców jest ważniejszy, niż interes jednego dewelopera. Ale nie poprzestawajmy na dzisiaj. Róbmy to codziennie.
Trwa ładowanie komentarzy...