Osobą, która w wyniku tego „konkursu” została rzecznikiem krakowskiego Zarządu Dróg i Komunikacji, była Katarzyna Król, obecna wiceprezydent Krakowa ds. edukacji. Kiedy przed kilkoma miesiącami publicznie powiedziałem o łapówce, za którą dostała pracę, poczuła się urażona i wniosła przeciw mnie do sądu sprawę o zniesławienie. 8 listopada sąd to postępowanie umorzył. Decyzja sądu potwierdziła, że to, co powiedziałem było w stu procentach prawdą. A dzięki sprawie sądowej – czyli paradoksalnie dzięki samej pani wiceprezydent – dowiedziałem się, co działo się po wręczeniu łapówki.
Konkurs na stanowisko rzecznika prasowego był jednym wielkim teatrem. Został zorganizowany tylko po to, aby w dokumentach wszystko dobrze wyglądało. W rzeczywistości rozmowy kwalifikacyjnej z Katarzyną Król nie było w ogóle, wbrew temu, co wynika z dokumentacji konkursowej. Król wypełniła test, ale część pytań znała wcześniej, a nawet sama je wcześniej wymyśliła. Równie fikcyjne było stanowisko, które objęła – jako „rzecznik prasowy” od swojego szefa dostała zakaz kontaktowania się z dziennikarzami i w praktyce była jego osobistą sekretarką. Co więcej, na dokumentacji z tego „konkursu” widnieje nie tylko podpis Jana Tajstera, byłego szefa ZDiK-u, na którym ciąży dzisiaj 14 zarzutów prokuratorskich, między innymi o korupcję, niegospodarność i molestowanie pracownic. Jest na nich również podpis Iwony Król, kolejnej osoby odpowiadającej za tę fikcję, która o dziwo w tej chwili współzarządza ZIKiT-em (jednostką, która jest następcą ZDiK-u) jako wicedyrektor ds. inwestycji, mimo że prokuratura postawiła jej zarzuty poświadczenia nieprawdy i działania na szkodę interesu publicznego.
Nietrudno sobie wyobrazić, jak w obliczu tych faktów mogą się czuć osoby (zakładając, że rzeczywiście istniały), które także startowały w konkursie na stanowisko rzecznika ZDiK-u, dowiedziawszy się, że były tylko nieświadomymi statystami. Nie dały łapówki, więc nie dostały się do funkcjonującego za pieniądze Krakowian zamkniętego klubu, na czele którego stoi prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Cała ta historia tylko potwierdza, że ten klub działa na zasadzie „ręka rękę myje”. A na jednej z tych rąk jest zegarek – łapówka.
