Frekwencyjna amnezja Platformy

Prezydent Komorowski zaproponował niedawno zmianę przepisów dotyczących referendum lokalnego. W przedstawionych opinii publicznej założeniach swojego projektu przewiduje m.in. podniesienie progu frekwencji wymaganej do stwierdzenia ważności referendów w sprawie odwołania burmistrzów i prezydentów miast. Zanim jednak Platforma ochoczo poprze prezydencką propozycję, warto przypomnieć jej posłom, co na temat referendum lokalnego mówili w 2005 roku.

A właśnie w lipcu 2005 r. nie kto inny, ale opozycyjna wówczas Platforma Obywatelska przeforsowała w Parlamencie obecnie obowiązujące przepisy dotyczące ważności referendum w sprawie odwołania władz samorządowych. Przed 2005 rokiem referenda lokalne były ważne w przypadku gdy swój głos oddało 30% wszystkich mieszkańców danego miasta. Platforma spowodowała natomiast, iż od 8 lat w przypadku referendum dotyczącego odwołania burmistrzów i prezydentów miast, próg ten może być znacznie niższy. Wskutek działań PO wynosi on obecnie 3/5, z tym że liczba ta nie odnosi się do wszystkich mieszkańców, ale jedynie do tych, którzy brali udział w wyborze odwoływanych władz. Przykładowo, jeżeli frekwencja w wyborach na prezydenta miasta wyniosła 30%, to żeby referendum w sprawie jego odwołania było ważne, wystarczy 18 % głosów mieszkańców.



Uzasadniając to daleko idące obniżenie progu wymaganej frekwencji, reprezentujący stanowisko Platformy Obywatelskiej poseł Waldy Dzikowski mówił 8 lat temu, iż „często zdarza się, że referenda lokalne są nieskuteczne ze względu na próg (…). Tych referendów w ostatnim okresie odbyło się 53, z tego 9 było skutecznych. One wywołują różnego rodzaju frustracje, brak przekonania do skuteczności prawa.

Obniżenie progu frekwencyjnego Platforma uzasadniała także tym, iż dzięki temu rozwiązaniu prezydenci miast będą aktywnie zabiegać o poparcie mieszkańców, przekonując ich do udziału w referendum i wyrażenia w nim aprobaty wobec działalności władz lokalnych. Raz jeszcze oddajmy głos Platformie Obywatelskiej sprzed 8 lat. „Jeszcze jest jeden powód, by o tym dyskutować” – mówił w 2005 r. z trybuny sejmowej poseł Dzikowski – otóż „dziś [tj. w 2005 r.] jeżeli się odbywa referendum, to taki wójt, burmistrz, prezydent nic nie robi w tym kierunku, aby namówić swoich zwolenników do tego, aby poszli do wyborów i zagłosowali za swoim liderem lokalnym, tylko w zasadzie robi wszystko, żeby nikt nie poszedł do tego referendum. Takie ustawienie proporcji [tj. obniżenie progu frekwencyjnego] wymusza sytuację taką, że musi zabiegać także o poparcie swoich zwolenników, a nie tylko czekać w sposób bierny, że referendum się nie uda.”

Dziś liderzy Platformy namawiają Polaków do zignorowania wyborów referendalnych w Warszawie, zaś prezydent Komorowski wykazując się empatią wobec odwoływanej prezydent Gronkiewicz-Waltz chce zmienić wprowadzone 8 lat temu przez PO przepisy dotyczące progów frekwencyjnych. To pokazuje, że politycy Platformy zapomnieli nie tylko o swoich ideałach z 2005 roku, ale także o tym, iż raz wypowiedziane z mównicy sejmowej słowa mają tę cechę, że pozostają przez lata utrwalone w stenogramie.

Niestety, ale wczytując się w wypowiedzi liderów PO sprzed kilku lat mam nieodparte wrażenie, iż kwestia progów frekwencyjnych jest tylko jednym z licznych przykładów zaskakującej amnezji Platformy Obywatelskiej…
Trwa ładowanie komentarzy...